
Chciałam budować miejsca do odpoczynku, nie kolejne biura.
Marta Kowalczyk przez jedenaście lat pracowała jako architektka wnętrz w Katowicach. Weekendy spędzała w Beskidach, najpierw w wynajmowanych kwaterach, potem w starym domku po dziadkach w Szczyrku. Latem 2016 roku, po jednym z tych wyjazdów, wróciła do biura i zrozumiała, że chce budować miejsca do odpoczynku, a nie projektować kolejne biura open space. Sprzedała mieszkanie, wzięła kredyt i kupiła działkę leśną pod Brenną.
Pierwsze dwa domki, Świerk i Jodłę, postawiła firma ciesielska z Wisły, z którą Marta współpracuje do dziś. Drewno pochodzi z tartaku w Istebnej, świerk i jodła z certyfikowanych lasów. Wykończenie wnętrz robiła sama przez trzy miesiące, z pomocą siostry i znajomego stolarza, który zrobił wszystkie blaty kuchenne z dębowych desek. Pierwsi goście przyjechali w maju 2017 roku. Domek Limba i Kosodrzewina dołączyły dwa lata później, w 2019 roku.
